PTTK Oddział w Bochni

Oddział PTTK w Bochni

ul. Bernardyńska 10

32-700 Bochnia

 

POKAŻ NA MAPIE!

tel/fax. 0-14 612-27-62

pttkbochnia@interia.pl

Numer konta: KBS Oddział w Bochni 43 8591 0007 0080 0299 5755 0001

Newsletter PTTK

W prosty sposób zapisz się do naszego newslettera!

 

Bądź na bieżąco z informacjami na temat aktualnych promocji oraz planowanych wypraw i wycieczek!


Zapisz Wypisz   

akceptuję regulamin

FACEBOOK
Reklama

Home » Menu Główne » Imprezy » Kronika » 2007 » XX Rajd Tatrzański im. ks. W. Gadowskiego przeszedł... do historii.

XX Rajd Tatrzański im. ks. W. Gadowskiego przeszedł... do historii.

Na Słowacji

 

Słowacja przywitała nas ciepłą, słoneczną pogodą, i nie ma się czemu dziwić – wszak dojechaliśmy do Słowackiego Raju. Zmęczeni długą jazdą autokarem szybko pokrzepiliśmy się w pierwszym napotkanym barze i ruszyliśmy na mozolną wspinaczkę w górę wąwozu Piecky. Z początku było lekko, łatwo i przyjemnie, nim wygodna ścieżka wiodąca wzdłuż potoku skończyła się nagle kilkudziesięciometrową drabiną. Z niejednej twarzy znikł natychmiast wesoły uśmiech – każdy wiedział, że dopiero teraz zaczynają się prawdziwe „rajskie” atrakcje. Po pokonaniu drabiny w huczącym akompaniamencie wodospadu przyszedł czas na grille i drewniane kładki – śliskie od wilgoci i błota – na których każdy nieostrożny krok mógł zakończyć się upadkiem, nieraz z dość znacznej wysokości, na skaliste dno potoku. Wąwóz Piecky udało się jednak pokonać bez strat, chociaż na trasie emocji nie brakowało. Po wspólnym odpoczynku podzieliliśmy się – główna grupa skierowała się prosto do Podlesoka, podczas gdy pozostali uczestnicy rajdu udali się jeszcze czerwonym szlakiem do Klastoriska, a następnie przeszli przełomem Hornadu. Tak zwany „szlak” składał się tam głównie z wąskich grilów, łańcuchów, mostów i innych „ułatwień”. Co gorsza jest to szlak dwukierunkowy – na szczęście w przeciwnym kierunku podążało bardzo niewielu turystów, jednak mijanie się w wielu miejscach byłoby zadaniem niemal dosłownie karkołomnym. Tym niemniej cali i zdrowi dotarliśmy do Podlesoka (po drodze oglądając jeszcze skoki do wody z mostu w wykonaniu młodych Cyganów), po czym nasz wesoły autokar udał się do Żdiaru. Posiliwszy się udaliśmy się na spoczynek, by nabrać sił przed czekającym nas następnego dnia wyzwaniem.

Rankiem 23 sierpnia byliśmy już w Starym Smokowcu. Nie budząc nikogo z mieszkańców cichutko zielonym szlakiem udaliśmy się na Hrebieniok. Musiało być naprawdę wcześnie, skoro nasz przewodnik jeszcze wtedy spał... Dogonił nas dopiero w pierwszym z trzech schronisk na naszej trasie (Chata Zamkowskiego). W izbie schroniska unosił się niezwykle intensywny, aromatyczny zapach – bylinkowyj czaj znalazł tego chłodnego poranka wielu amatorów. Już w asyście przewodnika udaliśmy się w dalszą drogę. Nim dotarliśmy do kolejnego miejsca postoju – Terycho Chaty (Terynka), mieliśmy okazję podziwiać tatrzańską v–kształtną dolinę, skaliste, strome zbocza i strzeliste szczyty Łomnicy, Durnego Szczytu, Baranich Rogów, Pośrednią Grań a także wspaniałą Dolinę Pięciu Stawów Spiskich. Pogoda szybko się zmieniła – słońce skryło się za chmurami, zrobiło się zimno i wietrznie. Niemniej jednak udaliśmy się na spotkanie z główną atrakcją soboty – Przełęczą Czerwona Ławka. Kamienisty szlak prowadził dość stromo pod górę, nim skończył się nagle pod niemal pionową skalną ścianą. Doprawdy – w porównaniu z tym, co nas czekało, wszelkie trudności dnia poprzedniego to był pryszcz... Blisko półgodzinna wspinaczka na łańcuchach, w chłodzie i mgle, dostarczyła wielu emocji i wymagała sporego wysiłku fizycznego. Satysfakcja z przekroczenia Przełęczy była jednak niezmierna.

Dalej czekało nas już tylko długie zejście do Zbójnickiej Chaty (z przystankiem na sesję fotograficzną, w której główną rolę zagrały górskie kozice) i Staroleśną Doliną do Hrebienioka i Starego Smokowca. Nasz wesoły autokar zrobił się jeszcze weselszy, gdy Ludwik – dusza towarzystwa – „odkrył”, że w odjeżdżającym już z parkingu autokarze nie ma siedzącego przez całą podróż obok niego Krzyśka. Ludwik musiał być niezmiernie zdziwiony, gdy dowiedział się, że Krzysiek... w ogóle na rajd nie pojechał. Ostatecznie sąsiad się znalazł i udaliśmy się poprzez Stary Smokowec ponownie do Żdiaru, jednak od tej pory, ilekroć padało pytanie „Czy wszyscy są?” z końca autobusu odzywał się zgodny chór – „Nie ma Krzyśka!”. :)

Żaden szanujący się rajd nie może obyć się bez ogniska, dlatego w sobotni wieczór zebraliśmy się pod wiatą za goszczącym nas pensjonatem, aby wspólnie usmażyć kiełbaskę i pośpiewać piosenki przy dźwiękach gitary. A że przy okazji były to imieniny Ludwika... no cóż, zabawa się udała (no może pomijając fakt, że niektórzy z nas wracali do pensjonatu biegiem, w klapkach w ulewnym deszczu...).

Skutki sobotniej zabawy dały się części grupy we znaki w niedzielę, gdy z Tatrańskiej Kotliny zielonym szlakiem udaliśmy się do Chaty Plesnivec (Ludwik nie wysiadł nawet z autokaru). Było bardzo parno i wspinaczka wydłużyła się znacznie. Co więcej, grupa znacznie się rozciągnęła i idący na początku blisko godzinę czekali na zamykających stawkę. W efekcie odwiedzenie Doliny Białych Ples stanęło pod wielkim znakiem zapytania.

Po krótkiej lecz intensywnej naradzie 14 wędrowców energicznie ruszyło jednak do Białego Plesa. Stromy leśny szlak po pewnym czasie przeszedł w wąską ścieżkę otoczoną z obu stron kosodrzewiną, z malowniczymi widokami na tatrzańskie grzbiety. Czas naglił, dlatego nie zwalnialiśmy tempa i do Białego Plesa dotarliśmy 15 minut przed czasem (Jagnięcy Szczyt). Fakt ten został godnie uczczony odrobiną Staromysliveckiej popijaną z kubka od termosu (obecności kieliszka w naszej grupie nie stwierdzono). Odnaleźliśmy niebieski szlak biegnący doliną Białej Wody do Tatrzańskiej Łomnicy. „Biegnący” to dobre określenie, gdyż i my bardziej biegliśmy niż szliśmy (zwłaszcza zamykający grupę), szczęśliwie obyło się jednak bez kontuzji. Wspaniały widok na Skalnatą Chatę i Łomnicę towarzyszył nam, gdy dotarliśmy do Tatrzańskiej Łomnicy–Białej Wody, gdzie czekał już autokar z pozostałymi uczestnikami wycieczki. A w autokarze wypoczęty Ludwik zadbał, abyśmy na długo zapamiętali ten rajd... (ArekS – uczestnik rajdu)

 

Kronika
  • img1