PTTK Oddział w Bochni

Oddział PTTK w Bochni

ul. Bernardyńska 10

32-700 Bochnia

 

POKAŻ NA MAPIE!

tel/fax. 0-14 612-27-62

pttkbochnia@interia.pl

Numer konta: KBS Oddział w Bochni 43 8591 0007 0080 0299 5755 0001

Newsletter PTTK

W prosty sposób zapisz się do naszego newslettera!

 

Bądź na bieżąco z informacjami na temat aktualnych promocji oraz planowanych wypraw i wycieczek!


Zapisz Wypisz   

akceptuję regulamin

FACEBOOK
Reklama

Home » Menu Główne » Imprezy » Kronika » 2009 » Gorczańskie zbójowanie

Gorczańskie zbójowanie

 

Kronika Bocheńska, lipiec – sierpień 2009 r.
nr 7–8 (205–206), rok XVII

III Rajd Młodych

 


Gorczańskie zbójowanie

 

Owa tajemnicza kraina, jak żadna inna, może udzielić szczęścia, a nawet błogosławieństwa każdemu. Jedynym warunkiem jest oderwanie się od miejskiej rzeczywistości. Taki warunek spełniła młodzież z ILO w Bochni oraz z Zespołu Szkół w Żegocinie. Porzucając codzienne problemy, odjechaliśmy odnaleźć w sobie zbójnickiego ducha na III Gorczańskim Rajdzie Młodych orga-nizowanym pod patronatem bocheń-skiego PTTK.

Kiedy pierwszego dnia rajdu, niczym owce wytrwale podążaliśmy za swoimi doświadczonymi pasterzami, mieliśmy na uwadze nie tyle ich magiczne, co tajemne moce. Właśnie baca w hierarchii gorczańskiej wsi był człowiekiem cieszącym się nadzwyczajnym szacunkiem i zaufaniem. Wierzono bowiem, iż poprzez swoje bliskie obcowanie z naturą zdołał poznać jej największe sekrety.

Tak też i nasi pasterze: ks. Krzysztof Czech, Krzysztof Paduch oraz Ryszard Rozenbajgier dzielnie pokonywali wszelakie przeszkody napotykane na naszym szlaku. Ciekawe, czy przygotowywali się do tej wyprawy w tak szczególny sposób, w jaki na długo przed wyruszeniem na wypas przygotowywał się prawdziwy baca? A mianowicie – gromadził on szereg magicznych przedmiotów, narzędzi, które były mu później potrzebne do niecodziennych praktyk. Jednym z nich byłnóż, którym krojono wigilijny chleb. Zaraz po przybyciu na koszar (rodzaj zagrody dla owiec) – w jego wrotach, baca zakopywał wspomniany nóż. Miał on „przecinać” złe uroki i moce, które panowały nad szałasem. Jednocześnie, zaraz po zagonieniu owiec do koszaru, były one trzykrotnie przepędzane wokół zatkniętej pośrodku małej jodełki. Jeśli zwierzęta ogryzły jej gałązki, oznaczało to ciężki rok. Nas na szczęście nikt nie przeganiał po polance, mimo iż jodełkę można by znaleźć z łatwością. Ale nie mamy pewności, czy któryś z przodowników naszego „stada” jakiegoś noża nie zakopał właśnie u wrót polany. Atmosfera była wyśmienita, złe moce nikogo nie ogarnęły, więc być może...

Dla gorczańskich juhasów problem stanowiły także wilki. Pasterze modlili się do św. Mikołaja kiedy owce opuszczały koszar. Wierzono bowiem, że właśnie ten święty sprawuje władzę nad wilkami, a co roku 6 grudnia wyznacza on ile zwierząt hodowlanych i leśnych będą mogły pożreć te silne drapieżniki. Wszystkie wilki gromadziły się wówczas na polanie Średnie. Mimo, iż nasz rajd odbywał się w dniach 15, 16 czerwca – może i dobrze, że tę polanę ominęliśmy w swej wędrówce, wybierając trasę prowadzącą na Gore.

A na Gorcu znajdę spokój...

Z tym spokojem to może być różnie. O ile na Gorcu rzeczywiście mogliśmy rozko-szować się górską, sielską atmosferą, o tyle przylegające do Gorca masywy już takim spokojem nie emanują. Wiąże się to przede wszystkim ze zbójeckimi legendami, jakie krążyły i nadal krążą po tej zielonej okolicy.

Miejscowi wspominają opowiastki o licz-nych kryjówkach zbójeckich – jak np.

Zbójecka Jama (jej podziemne korytarze prowadzić miały aż na Mogielicę). Opowiadają również o Wietrznej Dziurze, czy też o niewielkim zagłębieniu przy Polanie Średniak, w którym wiosną stoi woda tzw. Zbójecki Plac „wytańcowany” według legendy przez gorczańskich zbójników. Nasza grupa podążając śladami właśnie słynnych zbójników, dotarła wreszcie do Ochotnicy Górnej – terenu niegdyś opanowanego przez słynnego karpackiego zbójnika – Józefa Baczyńskiego. Podpalanie, rozpusta, hałasowanie – w zasadzie żadnego z tych słów nie można dopasować do naszej rajdowej ekipy. W przeciwieństwie do rozrywek wspomnianego Józka, my reprezentujemy inny system wartości. Zamiast podpalania – rozpaliliśmy ognisko, zamiast wrzasków i hałasów – wybraliśmy śpiew, a cóż... jeśli ktoś uzna spożywanie kiełbasy za rozpustę – to może znak, że jednak i w nas tkwi choć iskierka „rozwydrzonego” Józia. Jak mówi jedna ze zwrotek popularnej w Gorcach piosenki „Watra”: „Przy ognisku wiara siedzi/ I gotuje barszczyk swój:/ A kto barszczyk ten spróbuje/Ten prawdziwy gorczański zbój”. W naszym przypadku – była to kiełbasa, ale też pobudziła nas do działania.

Od Turbacza wieje wiatr...

Będąc w Gorcach nie mogliśmy nie zawędrować na ich najwyższy szczyt – Turbacz (1310 m n.p.m.). Faktem jest, że wszechobecna mgła skutecznie ograniczała nam pole widzenia, ale Schronisko PTTK im. Władysława Orkana nie trudno było dostrzec. Tym bardziej, iż spędziliśmy tam sporo czasu – najpierw znaki skierowały nas do punktu mycia butów (samoobsługa oczywiście), a później nasi przodownicy w wersji okrojonej (bez ks. Czecha, który opuścił nas po wezwaniu biskupa) obdarowali nas rajdowymi pamiątkami (puchary dla dwóch szkół uczestniczących w rajdzie, a także inne upominki).

Także z okolicami Turbacza związane są legendy. Jedna z nich opowiada o przybyszu i napisie na skale. Skała tworząca malowniczy próg znajduje się nad halą Turbacz, a napis na niej wyryty – według Władysława Orkana brzmi „Koldras Lacki”. Legenda głosi, że pod kamieniem leży skarb, którego „sam Lucyper strzeże”. A ten, kto znaki odpowiednio odczyta zdobędzie skarb. Może warto przysiąść na dłużej przy tym głazie i „wypróbować swoje językowe umiejętności... Jeśli nie dla skarbu, to dla tej niezwykłej atmosfery jaką roztacza dookoła siebie okryty „turbanem mgły” najwyższy gorczański szczyt.

„Dziś chłopcu trudno odejść stąd...”

Wizyta u biskupa mogła oznaczać dla ks. Krzysztofa Czecha (fot. poniżej) tylko jedno – przeprowadzka.

Rozsiewanie góralskiej mentalności wśród młodzieży (w szczególności wśród członków Szkolnego Koła Krajoznawczo–Turystycznego działającego przy I LO prowadzonego wspólnie z Krzysztofem Paduchem) już wydało obfite plony. Młodych, górskich zbójników ciągle przybywa i wierzymy, że ta idea nie upadnie.

Za dotychczasowe działania z gorą-cymi sercami dziękujemy ks. Krzysztofowi, ale żegnać się nie będziemy. Jeszcze nieraz spotkamy się z nim na górskich szlakach i na jego donośne „Jazda, jazda, jazda!” odpowiemy równie donośnie „Biała Gwiazda!”.

Joanna Dobranowska

 

 

Kronika
  • img1